Co ja tu robię

tłumaczenie Maciej Karpiński

Nie interesuje mnie czy cały świat kłamał
Ja kłamałem
Nie wiem czy cały świat spiskował przeciwko miłości
Ja spiskowałem
Wiem że atmosfera tortur nie jest zbyt wygodna
Ja torturowałem
Nawet gdyby nie było atomowego grzyba
I tak bym nienawidził
Posłuchaj
Robiłbym to samo
Nawet gdyby nie było śmierci
Nie chcę być trzymany jak pijak
Pod zimnym prysznicem faktów
Odrzucam uniwersalne alibi

Jak pusta budka telefoniczna mijana w nocy
Jak lustra w hallu eleganckiego kina w które
spogląda się tylko przy wyjściu
Jak erotoman który łączy tysiące dziwacznym braterstwem
czekam
na każdego z was
by mu się wypowiadać

Stan szuflady 28 listopada 1961

 tłumaczenie  Maciej Zembaty

Czy jest coś bardziej pustego
od szuflady, w której
zazwyczaj trzymałeś opium?
Moja piękna kuchenna szuflada
jest jak czarnooka Zuzanna
oślepiona w zwyczajną stokrotkę!
Moja naga drewniana szuflada
jest niczym nos bez nozdrzy!
Jest niczym koszyk bez jajek!
Jest niczym sadzawka bez żółwia!
Moja ręka zbadała szufladę
jak szczur w doświadczeniu
z labiryntem.
Czytelniku, mogę uczciwie powiedzieć,
że w całym Chrześcijaństwie
nie ma bardziej pustej szuflady!

Garnitur

tłumaczenie Jerzy Menel


Otoczył mnie bardzo drogi garnitur
stary, elegancki i trwały
Jedynie moim włosom udało się uwolnić
ale ktoś zostawił w nich
swój łupież
A teraz wam powiem
Wszystko, co należy wiedzieć o optymizmie
Każdego dnia w lustrze upiększaczy
w odbiciu mojej zupy
w okularach innych ludzi
sprawdzam, czy moje włosy nie zawierają
armii alpinistów
fakirów wspinających się po linie
pokrętnych lotników
gołębi i albatrosów
owadów – samobójców
ludzi śniegu
szukam w moich włosach
linoskoczków wszelkiego autoramentu
Przykładając się do mej pracy jak dźwig automatyczny
czeszę swe włosy możliwościami
wychylam się nielegalnie z okien lokomotyw
i tylko u fryzjera
noszę kapelusz

Nic, co mogę stracić
 
tłumaczenie Maciej Zembaty

Gdy opuszczałem dom ojcowski,
słońce już wstało jasne,
mój ojciec w górę podniósł je
jak gdyby był to jaskier.

Mój ojciec śliski był jak wąż,
kłamca, sztukmistrz, czarownik,
najlepszą sztuczką, jaką znał,
był pocałunek w ogniu.

O milę od Niagary wód
wiadomość przyniósł gołąb
o śmierci ojca. Słysząc wieść
nie pomyliłem kroku.

Jutro wymyślę jakiś trick,
którego nie znam jeszcze,
i wiatr i słup poradzą mi
i światło przyjacielskie.

Niepowodzenie świeckiego życia

tłumaczenie Maciej Zembaty

Sprzedawca bólu przyszedł do domu
po ciężkim dniu tortur.

Wrócił do domu ze szczypcami.
Położył swoją czarną torbę.

Jego żona uderzyła go z wściekłością
i z płaczem, jakiego nigdy nie słyszano w handlu.

Patrzył na jej prawdziwe Dachau,
wiedział, że jego kariera legła w gruzach.

Czy można było zrobić coś innego?
Sprzedał swą torbę i skrzypce,

rozmienił się na drobne. Mężczyzna powinien
móc przynieść coś swojej żonie.

Hydra 1960

 tłumaczenie  Maciej Zembaty

Wszystko, co się porusza, jest białe,
mewa, fala, żagiel,
zbyt czysto, żeby dało się małpować.
Rozwal ból.

Nigdy nie udawaj spokoju.
Nie ma pocieszenia,
nigdy nie będzie pocałunku. Ból
nie może porozumieć się z tym światłem.

Popełnij na bólu gwałt,
zniszcz łatwą wizję,
łatwe ostrzeżenie, wodę
dla tych, którzy pragną spłonąć.

Oto bezlitośni: wrzask koguta,
wyblakła czaszka kozy.
Lancety rosną wśród maków,
gdy widzisz, ze są czerwone.

Klejnot rodzinny

 tłumaczenie Maciej Zembaty

Scena tortur rozwinęła się pod szklanym kloszem,
takim jaki mógłby chronić kosztowny zegar.
Spodziewałem się prawie, że zagrają kuranty,
kiedy zastosowano kleszcze,
a ciało wiło się i spokojnie mdlało.
Wszyscy ludzie byli drobni i rumiani
i gdybym mógł usłyszeć krzyk triumfu lub bólu,
byłby równie drobny jak usta, które go wydały,
lub pojedyncza nuta z pozytywki.
Dzwon dramatu był osadzony
jak gigantyczna barokowa perła
w ślubnym pierścieniu, broszce, czy medalionie.
      Maleńka, wiem, że czujesz się naga.
Wiem, że nienawidzisz mieszkać na wsi
i nie możesz się doczekać błyszczących magazynów
przychodzących co tydzień i co miesiąc.
Przeszukaj jeszcze raz dom swojej babci.
Jest tam gdzieś klejnot rodzinny.

Miałem to przez chwilę

 tłumaczenie Maciej Zembaty

Miałem to przez chwilę
Wiedziałem dlaczego muszę ci podziękować
     Widziałem potężnych ludzi z rządu w czarnych garniturach
Widziałem ich rozebranych
w ramionach młodych kochanek
mężczyzn bardziej nagich od nagich kobiet
mężczyzn cicho płaczących
     Nie to nie to
Zapominam dlaczego muszę ci podziękować
co oznacza że zostaje mi czysta tęsknota
     Ile masz lat
Czy podobają ci się twoje uda
Miałem to przez chwilę
Miałem powód by pozwolić zniszczyć moją konwersację
obrazowi twoich ust
     Coś w radiu
zakończenie meksykańskiej piosenki
Widziałem jak płacono muzykom
nie byli nawet zaskoczeni
wiedzieli że to tylko praca
     Teraz zgubiłem to zupełnie
Wielu ludzi uważa że jesteś piękna
Jak się z tym czuję
Nic nie czuję
     Miałem wspaniały powód żeby nie tylko
zalecać się do ciebie
To było związane z gazetami
     Widziałem tajne porozumienia w wysokich urzędach
Widziałem mężczyzn kochających swoją światowość
i chociaż patrzyli przez
wielkie elektryczne teleskopy
byli wciąż przekonani że ich światowość jest sprawą poważną
a nie tylko hobby o smaku nieszkodliwej afektacji
     uważali ze kosmos słucha
Nagle przeraziłem się
jeden z ich niejasnych przepisów
mógł nas rozdzielić
     Byłem gotów błagać o litość
Teraz wpadam w upokorzenie
Zapomniałem dlaczego to zacząłem
Chciałem mówić o twoich oczach
Nie wiem nic o twoich oczach
a ty zauważyłaś jak mało wiem
Chcę żebyś była gdzieś bezpieczna
z dala od wysokich urzędów
     Studiował będę cię później
Tak wielu mężczyzn chce spokojnie płakać obok ciebi

   
4 lipca 1963

Przeznaczenie

tłumaczenie Maciej Karpiński

Chcę, aby twoje gorące ciało zniknęło
i uprzejmie pozostawiło mnie samego w łazience,
gdyż pragnę zastanowić się nad mym przeznaczeniem
Losie! Dlaczego dopadłeś mnie w tej wannie
bezczynnego, samotnego, brudnego
i - aż do chwili - nawet bez zamiaru umycia się ?
Dlaczego nie znalazłeś mnie na szczycie telefonicznego słupa
w trakcie naprawiania linii międzymiastowej ?
Dlaczego nie znalazłeś mnie jadącego konno przez Kubę,
olbrzyma z czerwoną maczetą ?
Dlaczego nie znalazłeś mnie wykładającego budowę maszyn
upośledzonym uczniom, ciemnoskórym Latynosom,
szczęśliwym, że nie jest to kurs literatury ?
Wróć tu, małe gorące ciało,
nadszedł czas na następny dzień.
Przeznaczenie zniknęło a ja ustatkowałem się przy tobie;
spotkałaś mnie gapiącego się na ciebie w sklepie
pewnego popołudnia cztery lata temu
i do tej pory spałaś ze mną każdej nocy.
Jak teraz wyglądają moje oczy żeglarza ?
Czy jestem taki, jakim mnie sobie wyobrażałaś ?
Czy jesteśmy za bardzo razem ?
Czy Przeznaczenie spłynęło na podwójne tureckie prześcieradło,
na nasze ciała, które znają się nawzajem,
na naszą miłość, która stała się przysłowiem w osiedlu,
na naszą umowę, że w sprawach ducha
ja będę Mężem Przeznaczenia
a ty Panią Domu ?

Królowa Wiktoria i ja

tłumaczenie Maciej Karpiński i Maciej Zembaty
 
Królowo Wiktorio
kochał cię mój ojciec i cały jego tytoń
Ja również cię kocham we wszystkich twych wcieleniach
szczupłą nieładną dziewicę którą mógłby mieć każdy
białą postać dryfującą wśród niemieckich bokobrodów
surową strażniczkę wielkich różowych map
samotnie opłakującą księcia
Królowo Wiktorio
Jestem smutny i deszczowy
Brudny jak szklany dach dworca
Czuje się jak nie zwiedzana wystawa wyrobów żeliwnych
Potrzebuje ornamentów na wszystkim
bo moja miłość odeszła z innymi chłopcami
Królowo Wiktorio
czy znajdzie się kara pod białą koronką
czy okażesz jej surowość
i sprawisz że zacznie zgłębiać katechizm
czy dasz jej w kość mechanicznym gorsetem
Chcę jej czystej jak władza
ze skórą lekko zapleśniałą od bielizny
czy wybijesz jej z głowy powolne ablucje
Królowo Wiktorio
nie odpowiada mi nowoczesna miłość
Czy wstąpisz w moje życie
z twym smutkiem i twymi czarnymi powozami
oraz doskonałą pamięcią
Królowo Wiktorio
dwudziesty wiek należy do ciebie i do mnie
Bądźmy dwojgiem surowych olbrzymów
(nie mniej samotnych z racji tej współpracy)
którzy odbierają kolory próbówkom w pałacach wiedzy
i pojawiają się bez zaproszenia na każdej Wystawie Światowej
obładowani mądrościami przysłów
odwracając uwagę turystów z prowincji
naszym niezrównanym poczuciem straty

Chciałem być lekarzem

tłumaczenie Maciej Zembaty

Słynny lekarz podtrzymywał żołądek Babci.
Rak! Rak! - wykrzyknął.
Audytorium uciszyło się.
Żaden z praktykantów nie myślał o ambicjach.

Rak! Wszyscy patrzyli w inną stronę.
Myśleli,  że rak wyskoczy
I ich dostanie. Byli wściekli, że są tak blisko.
Zdarzyło się to w Wilnie w Szkole Medycznej.

Nikt nie mógł usiedzieć spokojnie.
Bo mógł usiąść tuż obok Raka.
Rak był obecny.
Rak wydostał się z butelki.

Patrzyłem na światło na niebie.
Chciałem być lekarzem.
Praktykanci wybiegli na zewnątrz.
Słynny lekarz podtrzymywał żołądek.

On był sam na sam z Rakiem.
Rak! Rak! Rak!
Nie dbał, kto słucha, kto nie słucha.
To był jego 87 Rak.

Słysząc dawno nie wypowiedziane imię

tłumaczenie Maciej Zembaty

Słuchałem opowieści
o roku ubiegłym
które brzmiały obco
choć były tutejsze

Usłyszałem imię
prywatne palące
usłysz je więc wyraźnie
i naucz się w końcu

Historia jest igłą
co usypia ludzi
nasączoną trucizną
tego czym chcą się łudzić

To imię - twój ratunek
ma cudzoziemski atut
choć cudzoziemskie ciało
spisano już na straty

Co żyje ciągle zwleka
pomniki wznosząc tu
i szepce ostatecznie
literom winnym złu

Krzyk dusznej dojrzałości
zwalił mnie na kolana
ja jestem białym śniegiem
który do morza spada

Należę do myśliwych
zgłodniałych ale bystrych
lecz jestem też zwierzyną
nagą mięciutką szybką

Popieram takie domy
które spływają z deszczem
razem z zębami kolumn
ich przyszłym fundamentem

Ludzkie imiona głuche
nich znaczą coś na wietrze
słuchajcie opowieści
lecz to co wiecie wiedzcie

Bo wiedza musi starczyć
dla tak wysokich gór
gdzie nic się nie utrzyma
dom drzewa ani mur

Wreszcie zadzwoniłem...

tłumaczenie Maciej Karpiński

Wreszcie zadzwoniłem do ludzi z którymi wcale nie chciałem rozmawiać
Po trzecim dzwonku powiedziałem do siebie
Przeczekam jeszcze pięć dzwonków i co dalej
Telefon to dobra rzecz
Ale nigdy nie nauczyłem się dobrze z tym obchodzić

Jeszcze pięć dzwonków i odłożę słuchawkę
Wiem o co chodzi w tym wszystkim wiem bardzo dobrze

Telefon był czarny ze srebrnymi okuciami
Kabina przytulniejsza niż nocny sklep
Pełen kremów, nożyczek i tubek
Tak potrzebnych memu ciału
Szczególnie interesowały mnie tabletki od kaszlu

Myślę że właściciel sklepu nienawidził
Tego telefonu i ludzi takich jak ja
Którzy uprzejmie proszą o drobne monety
Postanowiłem trzymać się tej samej ulicy
Wejść do następnego sklepu
I znowu do nich zadzwonić

Styl

tłumaczenie Maciej Zembaty

Nie wierzę stacjom radiowym
Rosji i Ameryki
ale lubię muzykę i lubię
uroczyste europejskie głosy zapowiadające jazz
Nie wierzę w opium i pieniądze
chociaż tak trudno je zdobyć
i grożą za nie długie wyroki
Nie wierzę w miłość
w samym środku mojego niewolnictwa
Nie wierzę
Jestem człowiekiem przesiadującym w domu
na kamienistej wysepce
Zapomnę trawę z trawnika mojej matki
wiem ze zapomnę
Zapomnę stary numer telefonu
Fitzroy siedem osiem dwa zero
Zapomnę o swoim stylu
Nie będę miał stylu
Słyszę tysiąc mil głodnej pustki
i starą czystą wodę pożerającą kamienie
Słyszę dzwoneczki pasących się mułów
Słyszę kwiaty zjadające noc
pod zasłonami
Oto kogut z brzytwą

To nas używa

tłumaczenie Maciej Zembaty

Kochanie, wejdź na ten stos
wprost przed kamery oczy;
czy zerwiesz z głowy czaszkę,
by wino pić o północy

Czy możesz włożyć czapkę,
uznać spalonych za swoich
czy też umarli bez sensu
wyobcowani i nowi?

Czy z twarzy naszych przywódców
(którzy żałują przeszłości)
możesz wyczytać, jak bardzo
kochają sprawę Wolności?

W moim własnym zwierciadle
ich oczy jarzą się do mnie,
twarz moja do nich należy,
me oczy płoną, są wolne.

Owego stosu, kochanie,
pospołu dosiadamy;
drżymy na tej wysokości
w miarę znikania granic.

Pocałuj mnie zębami,
Wszystko możliwe jest w końcu,
tak szepcą piece z muzeum
wojny wygranej przez Wolność.

Niewidzialny kłopot

tłumaczenie Maciej Zembaty

Zbyt rozgorączkowany, by nalegać:
"Mój świat jest terrorem",
zasłania nadgarstek
i wojenne numery.

Jego ramię jest nie spalone,
ciało całe;
numerów nauczył się
z rolki taśmy filmowej.

Zasłania nadgarstek
pod stołem.
Pijacy nie zauważyli
jego niewidzialnego kłopotu.

Rozbrzmiewa melodia.
Nie ma znaków na jego skórze!
Nie może podnieść kubka,
nie może! Nie może!

Chóralny śpiew rośnie.
Również jego milczenie.
On wie, nie ma niczego,
Nie ma tu niczego godnego uwagi.

Obietnica

tłumaczenie Maciej Zembaty

Twoje blond włosy
są moim sposobem na życie -
zmiażdżone przez światło!

Odcisk twych ust
jest piętnem
na mojej mocy.

Kochać ciebie
to żyć
według idealnego dziennika

którego
- obiecałem to mojemu ciału -
nigdy nie będę pisał!



Niebo

tłumaczenie Maciej Zembaty

Wielcy przemijają
przechodzą nie dotykając
przechodzą nie patrząc
każdy w swej radości
każdy w swym ogniu
Nie potrzebują się
nawzajem
mając najgłębszą z potrzeb
Wielcy przemijają

Utrwaleni w jakimś zwielokrotnionym niebie
wpuszczeni w jakiś śmiech bez końca
przechodzą
jak gwiazdy z różnych pór roku
jak meteory z różnych stuleci

Ogień nie pomniejszony
przez mijający ogień
śmiech nie skorodowany
przez pociechę
przechodzą jeden obok drugiego
nie dotykając nie patrząc
potrzebują tylko wiedzieć
że wielcy przemijają

Droga powrotna

tłumaczenie Maciej Zembaty

Ale nie jestem zgubiony
bardziej niż zgubione są liście
lub zakopane wazy
To nie jest mój czas
Podzielę się z tobą tylko drugorzędnymi myślami

Wiem że musisz nazywać mnie zdrajca
ponieważ marnowałem własną krew
w bezcelowej miłości
i masz rację
Krew taka jak ta
nigdy nie wygrała nawet kawałka gwiazdy

Wiesz jak mnie przywołać
chociaż dziś taki hałas
spowodowałby tylko zamieszanie w powietrzu
Żadne z nas nie może zapomnieć
kroków które tańczyliśmy
słów które wyciągnęłaś
żeby wywołać mnie z kurzu

Tak tęsknię za tobą
nie tak jak liść za pogodą
czy waza za dłońmi
lecz wąską ludzką tęsknotą
która sprawia że mężczyzna odmawia
wszelkich pól poza własnym

Czekam na ciebie
w niespodziewanym miejscu w twojej podróży
jak zardzewiały klucz
albo pióro którego nie podnosisz
nim droga powrotna
zostanie oczyszczona
odległe i bolesne przeznaczenie
nie zmieniło niczego w twoim życiu

Wszystko, co należy wiedzieć o Adolfie Eichmannie

tłumaczenie Maciej Karpiński

Oczy: .................................................... W normie
Włosy: .................................................. W normie
Waga: ................................................... Średnia
Wzrost: ................................................. Średni
Znaki szczególne: .................................. Brak
Ilość palców u rąk: ................................ Dziesięć
Ilość palców u nóg: ................................ Dziesięć
Inteligencja: .......................................... W normie

Czego oczekiwałeś ?
Szponów ?
Olbrzymich kłów ?
Zielonej śliny ?
Szaleństwa ?

Dla E.J.P.

tłumaczenie Maciej Karpiński i Maciej Zembaty

Kiedyś wierzyłem, że jedna linijka
chińskiego wiersza może na zawsze
powstrzymać opadanie kwiatów
i że po smutku szlochających ludzi
wspina się księżyc
by wędrować wśród kielichów wina.
Myślałem że wojny wybuchają po to by kruki
mogły żerować wśród szkieletów
a dynastie wzrastają i upadają
by stworzyć słownictwo wytwornej żałoby.

Myślałem że władcy dokonują żywota
jako pogodni pijani mnisi
odczytujący bieg czasu z deszczu i świec
pouczani przez wędrówki owadów
po stronicy - to wszystko
można by wysłać jako doskonały list wygnańca
do starego przyjaciela z rodzinnego miasta.

Wybieram opuszczony kraj
uginam się pod brzemieniem miłości
wzgardziłem braterstwem wojny.
Wyczyściłem mój język pumeksem księżyca
zanurzyłem w wiśniowym winie moją duszę
wonną barkę dla Panów Pamięci
by na niej omdlewali pijani by szeptali
do utraty sił
tak jakby za mgłą wzdłuż wybrzeża
ich dziewczyny wciąż były im posłuszne
jak zegary nakręcone na tysiąc lat.

Czekałem aż mój język pokrył się wrzodami.
Brązowe płatki jak ogień otulają moje wiersze
mierzyłem nimi gwiazdy
lecz splątały się jak tęcze
zanim przecięły świat na pół.
Któż może przemierzyć wąwozy ścieżek
które stada wyrzeźbiły w czasie
wędrując z pastwisk na biesiadne stoły.
Warstwa po warstwie znikają
jesienne liście.
Coś zapomina o nas dokładnie.



Opium i Hitler

tłumaczenie Maciej Zembaty

On skakał w górę
raz po raz -
opium i Hitler
dały mu spać.

Murzynka z apetytem
po prostu doskonałym
pomogła mu w myśleniu,
że wcale nie jest biały.

Opium i Hitler
mówiły tak,
że świat jest szklany.
Lekarstwa brak

na problem
tak rozbrajający;
państwo powstało na
pocałunku ropiejącym.

Który był kiedyś marzeniem
przybitym do nieboskłonu
i pięknym letnim snem,
dopóki trwał wysoko.

Chciałem tylko mieć na oczy
skórzaną opaskę jeszcze,
chciał, żeby popołudnie
zaczęło się nareszcie.

Złamane prawo -
nic nie trzymało.
Świat stał się woskiem
do ugniatania.

Nie! Postanowił znaleźć
dla siebie porcję historii.
Słońce wschodziło swobodnie,
kobieta zbliżała się ciągle.

Zbłąkane w ciemnościach ciała
spotkały się ze sobą,
przywódca zaś rozpoczął
rasową wielką mowę.

Koła, ogniste chmury

tłumaczenie Maciej Zembaty

Wystrzeliłem oczy przez szuflady twoich pustych trumien,
Byłem lojalny,
Jako jedyny podniosłem twarz.

Listy

tłumaczenie Maciej Zembaty

Zbombardowany Mleczną Drogą
zaszczepiony przez warczenie chmur
odmóżdżony nudziarstwem księżyca
upadł na stos
zapach jakiejś kobiety
rozsmarowany na jego twarzy
plan ubezpieczeń Społecznych
rdzewiejący w klamerce od spodni
     Od pięciu do siedmiu
wysokich drzew było mu lekarzem
mgła włóczyła się na straży
     Potem zaczęło się znowu
słońce wsadziło mu rewolwer w usta
wiatr zaczął obdzierać go ze skóry
Zrezygnuj z Planu zrezygnuj z Planu
odbijało się echem w nożycach
     Kobiety które go wybierały
uprawiały erotyczną gimnastykę
nad sprawozdaniami z giełdy
dotyczącymi jego sławy i innych bohaterów
     Kącikiem swego wypchanego oka
wyrytego w tanim metalu
pod swoją literą alfabetu
zobaczył wyraźnie swoje niewielkie imię
     Potem muzeum wślizgnęło się pod
jego pozostałości jak łopata

Autobus

tłumaczenie Maciej Karpiński

Byłem ostatnim pasażerem tego dnia,
byłem sam w autobusie,
cieszyło mnie, że oni wydają tyle pieniędzy,
aby mnie wieźć Ósmą Aleją.
Kierowco! zawołałem, jesteśmy tylko my dwaj tej nocy,
wyjedźmy z tego wielkiego miasta
do mniejszego miasta, wygodniejszego dla serca,
omińmy kąpielowe baseny Miami Beach,
ty w fotelu kierowcy, ja parę
miejsc z tyłu,
lecz w rasistowskich miastach będziemy się zamieniać miejscami,
żeby pokazać do czego to doszło na Północy,
znajdziemy sobie jakąś małą amerykańską wioskę rybacką
na nieznanej Florydzie,
zaparkujemy tuż przy plaży
olbrzymi z daleka widoczny autobus,
metaliczny, kolorowy, samotny,
z nowojorską rejestracją.

Reszta to śmiecie

tłumaczenie Maciej Karpiński i Maciej Zembaty

Spotykamy się w hotelu
mamy dosyć drobnych by włączyć radio
zdumieni że jeszcze jesteśmy kochankami
nie swoimi
ale jednak kochankami
mamy bezwstydną nadzieję i zawodowe nawyki
którym ulegamy nieznacznie
gdy je sobie uświadamiamy
wyszukaną pieszczotę doskonałe zapalające słowo
głód o którym się nie mówi
jak prawdziwi kochankowie
obsypujemy się prezentami bez powodu
Patrząc na nasze ubrania
rzucone na krzesło
dostrzegam że nie nadążamy za modą
i nosimy nasze własne skóry
Boże cieszę się że nie zapomnieliśmy niczego
i że możemy się kochać
na wieki wieków

Opływała nas muzyka

tłumaczenie Maciej Karpiński

Niniejszym pragnę powiadomić
dyrekcję
że trunki są rozwodnione
szatniarka
jest chora na syfilis
a orkiestra składa się
z byłych SS - manów
Jednakże ponieważ to jest
Sylwester
a ja mam raka wargi
włożę
mój papierowy kapelusik
na wstrząs mózgu
i zatańczę

Pozory

tłumaczenie Maciej Karpiński i Maciej Zembaty

Żałuję, że bogacz musi odejść
i jego dom staje się szpitalem.
Kochałem jego wino, jego wzgardliwą służbę,
ceremoniał z dziesięcioletnim rodowodem.
Kochałem jego samochód, w którym tkwił
jak ślimak w skorupce i kochałem jego żonę,
godziny gdy nasączała swą skórę
mlekiem, pożądaniem, tymi przemysłami
obsługującymi jej cerę.
Kochałem jego syna, który wyglądał jak Anglik
ale miał amerykańskie ambicje;
niech miano arystokraty tak go ukołysze
jak powszechna amnestia za rządów Kennedy'ego.
Kochałem bogacza: boli mnie widok
jego abonamentu do Opery
dla melomanów wyrzuconego w błoto.

Żałuję, że stary robotnik musi odejść,
ten, który mówił do mnie "paniczu" kiedy miałem dwanaście lat
a "proszę pana" kiedy skończyłem dwadzieścia,
który spiskował przeciwko mnie w socjalistycznych komórkach
na zapleczu nędznych restauracji.
Kochałem maszynę, którą znał jako ciało swej żony.
Kochałem jego żonę, która dawała przykład bankierom,
strzegąc podziemnej spiżarni,
ale nigdy nie zrezygnowała z ambicji w dziedzinie ceramiki.
Kochałem jego dzieci, które po dyskusjach
wstąpiły wreszcie na Uniwersytet McGill.
Żegnaj, stary zdobywco złotego zegarka,
twoja skomplikowana lojalność
obecnie jest domeną jednolitego tłumu patriotów.

Żegnajcie, narkomani z North Eastern Lunch
około 1948, wasze igły nie były
ze szwedzkiej stali, miały kolor
sprzączek i zatrzasków
ze starych, brudnych gorsetów leczniczych.
Kochałem wasze dowcipy o śniegu
nawet jeżeli trwały całą siedmiomiesięczną
montrealską zimę. Idźcie pisać wspomnienia
dla Przeglądu Psychodelicznego.

Żegnajcie, erotomani z Beaver Pond,
marzący o wybrandzlowaniu
przez elektryczną dojarkę.
Nie dla was Kanadyjska Komisja Stypendialna.
Musieliście rozpruwać małych chłopców
scyzorykiem.
Kochałem wasze oświadczenia dla prasy:
"Nie przyszło mi do głowy, że on ma duszę".
Żegnajcie złotouste potwory.
Abbot i Costello spotkali Frankensteina.

Żałuję, że muszą odejść konspiratorzy,
ci, którzy naznaczali mnie raz na zawsze pokazując mi
pełną listę członków mojej rodziny.
Kochałem sposób, w jaki zastrzegali sobie prawo
do sądzenia Dżyngis Chana. I oni mnie kochali,
gdyż mówiłem im, że ich bródki
czynią ich sobowtórami Lenina.
Bomby wybuchały w Westmount
a oni teraz się wstydzą
jak zadowolony z siebie zwolennik Schopenhauera,
którego współlokator popełnił samobójstwo.
Teraz nagle wszyscy zaczęli robić filmy,
a ja nie mam komu postawić kawy.

Przyłączam się do tych, którzy się nie zmieniają:
pacjentów w ogólnych salach
nieświadomych jak Chasydzi,
wierzących, że są kimś innym.
Brawo, Abelard ! Wiwat, Rockefeller !
Zjedz ciasteczko, Napoleonie !
Hurrra dla oszukanej księżnej !
Niech żyją chroniczni przeklinacze samych siebie
i monoteiści !
Niech żyją mieszkańcy Absolutu
wessani w błędne koło !
Jesteście moją jedyną pociechą,
gdy przybliżam twarz do ula,
gdy hańbię swój styl,
gdy gwałcę swą naturę,
gdy wymyślam dowcipy,
gdy podciągam podwiązki,
gdy biorę odpowiedzialność.

Pocieszacie mnie,
niepoprawni oszukiwacze samych siebie,
gdy oddaję hołd modzie
i przywracacie mi rozum
jak rozkojarzona stewardessa,
rozdająca spadochrony podczas przymusowego wodowania,
przywracacie mi zamordowany rozum,
aby miał wpływ na fakty.

Wielki świat

tłumaczenie Maciej Zembaty

Wielki świat dowie się
o tej farmie
wielki świat dowie się
szczegółowo o tym
czego dokonałem w puszce

A o twoim zadziwiającym życiu ze mną
będzie się mówić tak często
że nikt nie uwierzy
że się zestarzałaś

Wiśniowe sady

tłumaczenie Maciej Zembaty

Kanado niektóre wojny czekają na ciebie
niektóre groźby
niektóre podarte sztandary
Dziedzictwo to nie wszystko
     Twarze muszą zostać przekute młotem
najdzikszych idei
     Skrzynki na listy wybuchną
w wiśniowych sadach
i ktoś będzie czekał zawsze
na opasły czek od dziadka
     Z mojej zapadłej kawiarni badam spokojnie śnieżne pola
niczym amerykański producent
nowych butów śniegowych z plastyku
obserwując poruszającą się plamkę
może to trojka
może wygnaniec
może lodowy prorok
może indiańska insurekcja
może płonąca stacja meteorologiczna
     Chłopcy tam coś się dzieje
Kanado czy potrafisz znieść kilka ludowych piosenek
o wolności i śmierci

Tramwaje

tłumaczenie Maciej Zembaty

Czy widziałeś tramwaje
przejeżdżające po staremu
przez Ste Catherine Street ?
Złote tramwaje
przejeżdżają pod zapłakaną
Świątynią Serca
gdzie zawieszone są szczudła
niczym katatoniczne różdżki
Młody szczupły kapłan
zawija swoje nasienie w chusteczkę higieniczną
jego twarz promienieje
w przejeżdżającym złocie
gdy świat powraca.
Urocze rozruchy wprawiają
obywateli w spazm
gdy przeszłość powraca
w formie złotych tramwajów.
Niosę transparent:
"Przeszłość jest doskonała".
Moja mała kuzynka
która nie wierzy
w nasze religijne przeznaczenie
dosiada po królewsku mojej nostalgii.
Tramwaje dygają
za rogiem.
Petardy i ćmy
kapią z pokornych drutów.

Hitler

tłumaczenie Maciej Zembaty

Pozwólcie mu dziś zasnąć z historią,
prawdziwemu szkieletowi cuchnącemu benzyną,
przy nim Mutt i Jeff, wierni giermkowie;
pozwólcie im spać wśród naszych cennych makówek.

Kadry SS obudziły się w naszych umysłach,
gdzie zaczęły działać, zanim my ludzie
o cieniach, które zakłócają nasz wewnętrzny spokój,
zwolniliśmy je do tego naprawdę pustego obszaru.

Przez moment sprzeciwialiśmy się srebrno - czarnym autom
toczącym się przez mózg powolną paradą.
Mikrofony ze starymi chaotycznymi kwiatami
wystawiliśmy z łóżka, które szybko wykańcza się samo.

Nie szkodzi. One pojawiają się jak makówki
przy grobach i bibliotekach realnego świata.
Obszerny projekt przywódcy, pochylenie podbródka
wydają się nazbyt znajome spokojnym umysłom.

Trawnik przed domem

tłumaczenie Maciej Zembaty

Śnieg padał
na mój scyzoryk
W kominku
było kino
Jabłka zostały owinięte
we włosy ośmioletniej blondynki
Głodna i brudna
córka dozorcy nigdy
nie pojawiała się w grudniu
żeby wysikać się na żwir
ze swojej słodkiej szczelinki
     Wrócę pewnego dnia
gdy wydostanę się z formy
Liście wiązów opadają
na mój łuk i strzałę
Cukierki już nie smakują
a harcerskie kalendarze
płonął
     Moja stara matka
siedzi w swym cadillaku
śmiejąc się śmiechem znad Dunaju
gdy mówię jej że
pod naszym trawnikiem od frontu
jest mnóstwo dżdżownic
     Rdza rdza rdza
w silnikach miłości i czasu