Tłumaczenia
Translations
|
Leonard
Cohen, "Piękni przegrani" - fragmenty (przeł. Bogdan Olewicz), Maciej Karpiński i Maciej Zembaty, "Panie, Panowie... Pan Cohen", Krakowskie Wydawnictwo Akademickie, Kraków 1984
Leonard Cohen, "Jak mówić poezję" (przeł..
Maciej Karpiński), Radar nr 51/52 1985 Maciej Karpiński i Maciej Zembaty, "Alleluja ! - ballady Leonarda Cohena", Wydawnictwo "Michalineum", Warszawa 1986
Maciej Zembaty "Mój Cohen", OTO kalambur, Wrocław 1988
Edward Stachura, Włodzimierz Wysocki, Leonard Cohen, "Piosenki", Młodzieżowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1989 - przekł. piosenek L. Cohena: Maciej Zembaty
Leonard Cohen, "Ulubiona gra"
Leonard Cohen, "Piękni
przegrani"
Maciej Zembaty "Mój Cohen",
Leonard Cohen,
"Ulubiona gra"
Jacek Kaczmarski, Edward
Stachura, Leonard Cohen, "Piosenki",
Leonard Cohen, "Piękni
przegrani" Leonard Cohen, "Księga
Tęsknoty" Leonard Cohen, "Księga
Miłosierdzia"
Leonard Cohen, "Płomień" Harry Rasky (Harry Rasky, The Song of Leonard Cohen, Mosaic Press, Canada 2001)
W 1979 roku Harry Rasky dołączył do legendarnej trasy Field
Commander Cohen Tour i spędził z Leonardem Cohenem rok w trasie -
|
|
Ira B. Nadel |

|
Anthony Reynolds |

Sylvie Simmons
"Leonard Cohen. Jestem twoim mężczyzną"
Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2013
przeł. Magdalena Bugajska
(Sylvie
Simmons, I,m Your Man - The Life of Leonard Cohen,
Harper Collins, USA 2012)

Christophe Lebold
"Leonard Cohen. Świadek upadku aniołów"
Wydawnictwo Znak Literaturanowa, Kraków
2026
przeł. Filip Łobodziński
(Christophe Lebold, Leonard Cohen. The Man Who Saw the Angels Fall,
2025)

Autor to francuski badacz literatury, wykładowca
akademicki i interpretator twórczości Leonarda Cohena
Ciekawa recenzja Marcina Mellera
Zupełnie nie spodziewałem się takiej księgi i nie o objętość chodzi. Dałem się porwać, pochłonąć
i wprowadzić w trans. I w miarę zagłębiania się w życie Leonarda Cohena, spoglądałem na
nowo
w moją datującą się od czasów licealnych miłość do kanadyjskiego barda. Teraz dzięki tej
biografii układałem sobie rozumowo i duchowo to co przez lata było emocjami. Jak pisze
w interesującym wstępie Filip Łobodziński, który Leonarda Cohena. Świadka upadku aniołów przełożył
wspaniale, z czułością i pietyzmem: Książka Christophea Lebolda nie jest typową biografią
muzycznego gryzipiórka. To de facto esej literacko-filozoficzny, sumiennie wsparty udokumentowanymi
faktami, ale poprowadzony wedle kilku naczelnych myśli, wynikających zarówno z głębokiej analizy
twórczości Cohena, jak i z jej podglebia duchowego, użyźnianego tradycjami judaizmu, chrystianizmu
i buddyzmu. Tak, dostaniecie anegdoty, historie, wielkie nazwiska, miłości długotrwałe i chwilowe,
dostaniecie życie tak pełne naturalnego dramatyzmu, jakby ktoś je wymyślił, dostaniecie opowieści
o tym słynnym głosie, który pod wpływem ścisłej diety złożonej z papierosów, whisky i zaglądania
w otchłań, nabrał cech sejsmicznego basu ,ale co dla mnie było objawieniem, dostaniecie prawdziwą
Księgę, którą czyta się jak przypowieści.Ta Księga ma trzy prologi, do wyboru, jak kto woli,
z której strony chce się do Cohena podejść. Autor nawet sugeruje, że można czytać je nie po kolei,
skacząc sobie po biografii. A więc Cohen badacz ludzkich upadków nieokiełznanego ciążenia egzystencji.
Pisze piosenki, które przynoszą nam ulgę rytmem walczyka, ale stanowią broń wycelowaną prosto w serce.
(...). Ten Cohen kapłan (to właśnie znaczy po hebrajsku jego nazwisko) mówi: Nie chcemy żyć
lekkomyślnie. Nie chcemy żyć powierzchownie. Powaga to coś bardzo zmysłowego, czego jesteśmy głodni,
a niewielu ludzi stać na taki luksus. Dlatego życie staje się płytkie, a serce zamyka się w stanie
nieznośnego zwątpienia. I jednocześnie co sumuje biograf: Świat jest poważną sprawą, ale to doskonały
pretekst by się z niego śmiać. Jest Cohen wędrowcem, Żydem tułaczem, przemierzający kolejne pokoje
hotelowe, z tym samym czarnym garniturem na sobie, czasem osiądzie gdzieś na chwilę: tak właśnie
myśliciel jezuicki Michel de Certeau określił życia, którymi kieruje powołanie: niezaplanowane podróże.
Cohen wszędzie czuje się u siebie i wszędzie jest obcy. I jest zew od życia, które błagało o to, by je
przeżywać i od dzieła, które błagało o to,by je tworzyć. Trzeci zew przekształcił Leonarda w zawodowego
romantyka, który zdołał uwieść świat był to zew kobiecego piękna, a więc tego, czemu nigdy nie był
w stanie się oprzeć. Ten potrójny zew stał się źródłem trojakiej kariery: arcykapłana, bawidamka
i poety. Niczego w tej intrydze nie brakuje,nawet nieodzownych przeszkód, a zwłaszcza nieustającej
walki z otchłanią, którą William Styron (cytując Miltona), w swoim potężnym eseju na temat depresji
nazwał ciemnością widomą.
I dalej pisze Christophe Lebold: W toku swej wędrówki przez życie Cohen
cieszył się przywilejem bycia protagonistą czterech równoległych powieści i wszystkimi żydowskimi
bohaterami naraz. Jak Abraham przemierzył cały świat i wszędzie starał się czuć jak u siebie i to była
pierwsza powieść: tułaczka Leonarda. Jak król Dawid pisał niebu psalmy i płonął dla kobiet to powieść
o żądzy i niepohamowanej sile przyciągania. Jak Jonasz grał z twórcą w chowanego, ale najbliżej Niego
znajdował się wówczas, gdy sądził, że ukrył się w sposób doskonały to powieść (niekiedy komiczna)
o poszukiwaniach duchowych Leonarda. I jak Jakub walczył z aniołem (czarnym aniołem melancholii)
w nadziei nie na zwycięstwo, ale na błogosławieństwo o świcie, gdy będzie ranny, ale nie pokonany
to epicka powieść o walce Leonarda z ciemnością. I jest cohenowska poetycka teologia miłości rządząca
się ledwie kilkoma zasadami. Wszyscy jesteśmy złamani. Serce przeznaczone jest do łamania. Miłość nie
jest szczęśliwym zbiegiem okoliczności, ale naszą rzeczywistą kondycją, na którą w związku z tym nie
ma lekarstwa. I wreszcie: blask wnika w nasze życie jedynie przez pęknięcia i rysy, dzięki czemu nasze
złamane serca stają się rydwanami łaski. Innymi słowy tylko przegrani są piękni. Dla Cohena
rzeczywistość ma zdecydowanie metafizyczny wymiar. Pod społeczną i psychologiczną powierzchnią życia
rozgrywają się wewnętrzne dramaty i prządą nić drugiego ukrytego życia, od którego nie ma ucieczki:
życia serca. Więc całe życie dręczy rozpacz i nieustający głód miłości. Ten metafizyk złamanych serc
wybrał piosenkę jako narzędzie. Jak mówił: Piosenki służą sprawom ważnym. Przywoływaniu Miłości.
Leczeniu popękanych nocy. I jak dodaje Lebold: W trzy lub cztery minuty słowa piosenki mówią wszystko,
co było do powiedzenia: żyjemy, kochamy, płoniemy, umieramy. A harmonia brzmieniowa przez cały czas
pozwala ci zapomnieć o wszystkim, co wywołało twoje wyobcowanie. Piosenki są sanktuariami, w których
znajdujemy otuchę miejscami głębokiego, autentycznego pocieszenia.Trudno wyrazić słowami jak wielkie
pocieszenie przyniósł mi Świadek upadku aniołów może dlatego ta polecajka jest tak nietypowo długa.
Dla wielbicieli Cohena, których w Polsce tłum, lektura biografii będzie czystą rozkoszą. A przed tymi,
którzy chcą przeczytać coś poważnego, dobrego, co szarpnie ich za serce w cohenowsko - biblijnym
rozumieniu, no to przed tymi z Was wspaniała droga.