"Księga Miłosierdzia" - Leonard Cohen
zaprasza do swojego labiryntu każdego współczesnego czytelnika
Robert Majewski

  "Księga Miłosierdzia" Leonarda Cohena to prawdopodobnie jedna z najkrótszych książek świata, którą z rosnącym upodobaniem można czytać przez całe życie. 34 lata po swej kanadyjskiej premierze właśnie ukazała się w Polsce, w kongenialnym przekładzie Daniela Wyszogrodzkiego.
 Polskie wydanie zapoczątkował mały skandal. Ostatecznie książkę opublikował Rebis, który sprzątnął sprzed nosa prawa do wydania Biuru Literackiemu. Dla czytelnika ma to niewielkie znaczenie, ponieważ w obu przypadkach i tak chodziło o to samo tłumaczenie, a Wyszogrodzki - jak powszechnie wiadomo - to wyśmienity translator w "dziedzinie" Cohena.
- Książka dokumentuje ważny dla artysty okres „przejściowy” i to w wielu aspektach. Cohen kończył pięćdziesiąt lat, a wiek to u mężczyzny niełatwy, często rozrachunkowy. Zwłaszcza u mężczyzny świadomego upływu czasu, oddającego się autorefleksji - napisał w komentarzu Daniel Wyszogrodzki. A sam Leonard Cohen zwierzył się swojemu biografowi, Irze Nadelowi, że odkrył wtedy odwagę zapisywania swoich modlitw.
- Poczułem potrzebę zanurzenia się w źródle miłosierdzia. Uznałem, że akt pisania będzie najwłaściwszą formą modlitwy.
   "Księga Miłosierdzia" jest chyba najbardziej żydowską książką Cohena i zawiera wiele aluzji do źródeł takich jak Tanah (Biblia Hebrajska), Talmud, czy Zohar.
Mówiąc o swoich inspiracjach, Cohen powiedział:
"Chciałem afirmować tradycje, które odziedziczyłem". A zatem, w tych tekstach możemy odnaleźć również symbolikę chrześcijańską i elementy buddyjskie. Wszystkie trzy wielkie kultury spaja bogate doświadczenie życiowe poety. Pomimo współobecności tradycji żydowskiej, chrześcijańskiej i buddyjskiej judaizm jest tu odczuwalny najsilniej. "Księga Miłosierdzia" jest zbiorem pięćdziesięciu tekstów (tyle samo tekstów, co przeżytych lat), mających charakter religijnej prozy poetyckiej. Niektóre są bardzo krótkie, inne nieco dłuższe. Są one podzielone nierównomiernie między pierwszą częścią (1-26) i drugą (27-50). Ilość tekstu jest mniej więcej podobna w obu częściach. Być może nierównomierny podział wynika z estetyki Zen, która preferuje asymetrię. Być może jednak podczas lektury odkryjemy inne przyczyny podziału.
Przyjmuje się, że teksty wypełniające  "Księgę Miłosierdzia" to w istocie współczesne
psalmy. Całość przesiąknięta została judeochrześcijańskimi obrazami i biblijnymi odniesieniami. Stopień nawiązań do Biblii jest tak duży, że ktoś, kto słabo zna Stary Testament może mieć trudności z odbiorem książki.
"Miłosierdzie" jest słowem, które Cohen używał bardzo często.
Warto zauważyć, że tytuł oryginalny "Book of Mercy" nie poprzedza rodzajnik "the" - a tak zazwyczaj w języku angielskim rozpoczyna się podobne frazy. Dzięki temu zabiegowi zyskujemy różne możliwości interpretacji samego tytułu. Może to być księga o miłosierdziu, księga obdarzająca miłosierdziem lub księga o naturze miłosierdzia. Ciekawym wydaje się też sposób, w jaki Cohen odnosi się w swoich psalmach do pierwiastka męskiego i kobiecego. W niektórych religiach miłosierdzie kojarzy się z figurami kobiecymi: Najświętszą Maryją Panną w chrześcijaństwie lub Kannon Bosatsu w japońskim buddyzmie. W judaizmie, a także w islamie, to sam Bóg jest miłosierny. W obu tych religiach kobiecy aspekt boskości zostały zneutralizowane na rzecz ścisłego monoteizmu, ale mitologiczne podteksty nadal istniały i wybuchały szczególnie w kabale.
Miłośnicy piosenek Cohena, bez trudu rozpoznają w psalmach wiele tematów i motywów wspólnych dla jego twórczości. Cohen pisze o bólu, duchowych torturach i religijnej niepewności. Inne teksty przenika rozpacz, wściekłość i mrok. Wszystko to jednak jest szalenie wciągające i szczere. Leonard Cohen to szczególnym przykład poety, który jest nierozerwalnie związany ze swoją twórczością.
Daniel Wyszogrodzki podsumowuje: "Można powiedzieć, że 34 lata po premierze "Księgi Psalmów" znamy Cohena lepiej, niż on sam znał siebie, pisząc swoje natchnione modlitwy. Głębokie oddziaływanie tych wierszy - w równym stopniu religijnych, co świeckich, tak samo czołobitnych, co bluźnierczych - może być swoistym objawieniem dla człowieka poszukującego duchowości w świecie coraz bardziej pustym i wyczerpanym".
Być może w trakcie lektury odważymy się wznieść oczy ku górze i pomodlić się słowami Cohena: "Błogosławiony bądź, który tworzysz i niszczysz, który sądzisz niezliczone światy, który osądzasz miłosiernie obecne czasy”.
   Przygotowując ten tekst, odbyłem kilka interesujących rozmów z Danielem Wyszogrodzkim. Być może już wkrótce uda nam się zaprosić płockich czytelników na spotkanie z tłumaczem i twórczością Leonarda Cohena. Cohen i Wyszogrodzki znali się i od czasu do czasu spotykali. W archiwum Wyszogrodzkiego pozostało z tych spotkań wiele pamiątkowych zdjęć.