Do współucznia

tłumaczenie Maciej Karpiński

Wiele o tobie myślałem.
Wciąż to robię.
Siedziałeś nieruchomo
z dłońmi złożonymi na podołku
jak uczniak.
Wolno ci było płakać,
bo byłeś szczery
w swoim smutku.
Dziś cię widziałem
siedzącego tak samo,
te same łzy na policzkach,
jakbyś nie ruszył się z miejsca
przez wszystkie te lata -
ten sam nieznośny ból głowy
widoczny w prawym oku,
ta sama mucha
próbująca użyźnić twe wargi.
Stary przyjacielu, jesteś wrakiem
według każdej miary
oprócz drabiny miłości.

                             Jamez Springs, 1980
 
                            

Fragment dziennika

tłumaczenie Maciej Karpiński

   Zapaliłem pałeczkę kadzidła. Usiadłem na małej poduszeczce krzyżując nogi w pełnym lotosie. Ponad godzinę rozmyślałem, jak bardzo nienawidzę jednej z moich byłych żon.
   Było jeszcze ciemno, gdy zacząłem pisać metafizyczną pieśń zatytułowaną "List do Chrześcijan", w której zamierzałem dać przesadny wyraz dojrzałości mego doświadczenia religijnego oraz unieważnić doświadczenia reszty ludzkości, szczególnie zaś tych, którzy głosili odzyskanie duchowej żywotności.
   Kilka dni później miałem gotowe cztery zwrotki po osiem linijek każda, zaświadczające, iż otrzymałem Ducha Świętego, dotarłem do najgłębszego oświecenia, obrzezałem moją duszę Winem Miłości i "zahartowałem się w miłosierdziu Pana".
   Wyrecytowałem tę pieśń Antoniemu po południu gdy staliśmy po kolana w Morzu Egejskim. Uśmialiśmy się setnie. Szczególnie podobał mu się taki fragment:

On cierpliwie znosi
naśladownictwa Swej miłości
aż narodzisz się wraz z Nim
pewnej nocy w Galilei
aż zatracisz w Nim swą pychę
aż cię wszystko w co wierzysz zawiedzie
aż rozewrzesz ramiona tak szeroko
że zbyteczne będą rzymskie gwoździe.

Po paru minutach Antoni stworzył odpowiedź:

Życzę ci, byś idąc przez ulicę
wpadł na Wielką Babilońską Nierządnicę
Skończ już z Łaską
Ciesz się Łaską
Zrób balangę na całą kamienicę.

   On jest bardzo szybki. Plaża była pełna pięknych młodych kobiet, które pożądałem wszystkie, choć niezbyt mocno. Zobaczyłem świeżo nawróconą Chrześcijankę siedzącą na skale i podziwiającą piękno Jego Stworzenia, więc pośpieszyłem, by ją zawiadomić, iż spłynęła na mnie Łaska. Przy mojej pieśni niemal się popłakała. Nie wiedziała jeszcze, "że znałem Pana".

Hydra 1983


Kiedy nawet

tłumaczenie Maciej Karpiński

Twoje piersi są jak.
Twoje uda i twój chód.
Nigdy nie myślałem.
Gdzieś musi być.
To możliwe.
Lato nie ma nic.
Nawet wiosna nie ma.
Twoje stopy są tak.
okrutne jest.
Na moją obronę.
Lato na pewno nie ma.
Twoje.
I twoje.
Jeśli tylko.
Gdzieś musi.

Ale.
I.
Wystarczy że.
Żołnierze nie.
Więźniowie nie.
Może żółw.
Może hieroglify.
Piasek.
Lecz w twoim chłodzie.
Jeśli mógłbym.
Jeśli jeszcze raz.
Śliskie lub płynne.
Lecz to.
I to.

Czasami kiedy.
Nawet chociaż.
Tak nawet chociaż.
Oni mówią cierpienie.
Oni mówią.
Dobra więc.
Więc.
Znak jest.
Pieczęć jest.
Gwarancja.
Ach lecz.
O okrutne.
O bluzko z.
To jest co.
I dlaczego nie.

Ale co oni.
Co oni.
Nawet kiedy.
Nawet kiedy to.
Lata będą.
Śmierć będzie.
Ale oni nie.
Nawet jeśli.
Nawet jeśli to.
Oni nigdy nie.

O kłamliwa.
O zwodnicza.
Odwróć oczy.
Skłoń twoje.
Ku temu który.
Zepsuty jak.
Który nie.
Który nigdy nie.
Lecz teraz twój.
I twój.
I te ramiona.
Co jest bezprawne.
Co jest ślepe.
Jeśli przyjdziesz.
Jeśli znajdziesz.
Wtedy ja.

Jak wszyscy.
Jak każdy.
Jeśli tylko.
Jeśli kiedy.
Nawet chociaż.
Nawet jeśli.
Nie dla.
Nie dla.
Ale tylko.
Ale każdy.

Jeśli mógłbym.
Kiedy to.
Wtedy ja.
Nawet jeśli.
Nawet kiedy.
Mogę.

                                                 Nowy Jork, 1982


Paryskie modelki

tłumaczenie Maciej Karpiński

Modelki przebierały się
do kolejnego ujęcia.
Zobaczyłem seks jednej
i piersi innej.
Balon był przymocowany do kobiecego palca,
uruchomiono maszynę -
zaczął wiać sztuczny wiatr.
Sukienki ożyły
i cudownie przypadkowe kombinacje
włosów i cieni
otoczyły skupione twarze modelek.
Sztuczka z balonem
wędrują cym po paznokciu jak po pastwisku,
podczas gdy wicher,
porwał ich ciała,
była całkiem przekonywająca.
Potem przyniesiono chińskie jedzenie
i modelki kręciły się wokół,

owinięte ręcznikami,
z papierowymi talerzami w rękach.
Wszyscy byli szczęśliwi,
że magia kobiecości
zadziałała raz jeszcze.
Mogli przez chwilę odpocząć
na wielkiej fali
u samego źródła
tego, co przyciąga tak naturalnie i bez wysiłku.
Ja też byłem szczęśliwy.
Czułem się zaszczycony
mogąc uczestniczyć w obrzędzie
zazwyczaj zastrzeżonym dla fachowców.

                                                        Paryż, 1987

Na widok wierszy Kabira
na jej toaletce

tłumaczenie Maciej Karpiński

Pachnące mydełko
          i trochę Kabira
jeszcze sto tysięcy
          i trochę Kabira
Nowy dom z kamienia, basen kąpielowy
kłótnie, długi, operacje plastyczne jedna po drugiej
          i oto "Huśtawka miłości" Kabira
          i jego "Komnata śmierci"
Kabir, stary pyszałku
uśpiłeś ich wszystkich

                                                     Rousillon, 1981


Mój honor

tłumaczenie Maciej Zembaty

Mój honor jest w złym stanie.
Czołgam się u stóp kobiety.
Ona nie ustępuje nawet na cal.
Jak na pięćdziesiątkę wyglądam nieźle,
ale pięćdziesiątka to pięćdziesiątka.
Nie jestem nawet mistrzem Zen.
Jestem tym oto mężczyzną
w niebieskim, letnim garniturze.
Mój adwokat zabrał moją strzelbę kaliber .32
i zamknął ją w kasie pancernej.
Jestem bezbronny wobec
jej arogancji


Spokój

tłumaczenie Maciej Karpiński

Oczyściłem się
Obawiam się że będziesz musiał składać mi pokłon
Nie będę mógł prawidłowo oddychać
dopóki nie odbiorę należnych hołdów
Myślałaś że wychodzę z tego
że wracam do zdrowia
To znów nadchodzi
spokój
ręce spokoju na moim gardle
Dlatego pozwalam ci odejść
dlatego siedzę tutaj
w mojej szacie
z oczami skierowanymi w głąb własnej głowy

                                                     Mt. Baldy, 1980


 

 


Uścisk

tłumaczenie Maciej Karpiński

Gdy znajdziesz się w jego uścisku,
na pewno odwróci głowę,
by nie zobaczyć twarzą w twarz
tego, którego stworzył.
Ty też pozostaniesz w ukryciu
ciężkimi grzechami brzemienny;
nie ma króla, by cię ułaskawił;
jego łaska sięga znacznie głębiej.

On nie zjawia się przed tobą
ani nie mieszka wewnątrz;
ta miłość nie ma poglądów,
lecz sercem jest wszystkiego.
Nie ujrzysz jej z żadnego wzgórza.
Dziś dzielisz jedno ciało
ze znienawidzonym wężem
i z gołębicą ukochaną.

On cierpliwie znosi
naśladownictwa swej miłości,
aż narodzisz się z nim razem
pewnej nocy w Galilei;
aż zatracisz w nim swa pychę,
aż cię wszystko, w co wierzysz, zawiedzie,
aż rozewrzesz ramiona tak szeroko,
że zbyteczne będą rzymskie gwoździe.

Heretycy ze wszystkich stron
zrobili z niego przedmiot.
Wieszają go na krzyżu wysoko,
że go nigdy nie można dosięgnąć.
Chcą, abyś porzucił świat
i obrzucił go modlitwami.
A potem na twoim cierpieniu
tańczą całymi nocami.

Lecz kiedy uścisk jego ramion
da ci moc i wyzwolenie,
zamiast bajek o jego twarzy,
radośnie wychwalaj Stworzenie.

                                                        Hydra, 1983


Dni czułości

tłumaczenie Maciej Karpiński

Prawda, że Grecja to dobre miejsce
do patrzenia w księżyc?
Można czytać przy jego świetle
Można czytać na tarasie
Można ujrzeć twarz
którą widziałeś w młodości
Wtedy było dobre światło
lampy oliwne i świece
i te małe płomyki na korkach
migoczące na powierzchni oliwy
Nie zapomniałem tego
co kochałem w moim dawnym życiu
To żyje głęboko we mnie
Marianne i dziecko
Dni czułości
To wypełnia mój kręgosłup
i objawia się łzami
Modlę się o serdeczną pamięć
także dla nich
tych bezcennych których odrzuciłem
dla światowej ogłady

                                                       Hydra, 1985


Głębokie szczęście

tłumaczenie Maciej Karpiński

Ogarnęło mnie
         uczucie głębokiego szczęścia
Moi chrześcijańscy przyjaciele mówią
że otrzymałem
         Ducha Świętego
To tylko prawda samotności
To tylko naderwany kolczasty krzew
uczepiony skały
         z korzeniami wystawionymi
na podmuchy przybrzeżnego wiatru
O przyjacielu mego zabazgranego życia
nasze serca są podobne do siebie -
twoje osamotnienie
         zaprowadzi cię do domu

                                                     Hydra, 1981

Każdy kamyk

tłumaczenie Maciej Karpiński

Każdy kamyk marzy o sobie
Każdy listek ma własny plan
Pożądanie wytycza szlak słońca
ten sam od tysięcy lat
Pobity, sercem odrzucam wciąż
pokój błogosławiony
skoro wyśniłem te łańcuchy
śnię też o wyzwoleniu

Powiedziałem to więźniowi
który zabił mojego wroga
Powiedziałem to górnikowi
co złoto moje wykopał
Ten sen skazał mnie na życie
pośród piekielnych mąk
piekło jest odległością
co dzieli dwie pary rąk

Tej nocy przyśnił mi się cały świat
i moje ciało w nim
śniłem i śniłem tysiąc lat
aby gotowym być
na siedem tych cudownych dni
gdy wstając sponad mgły
odziany tylko w nagość swą
cierpiałem aby żyć

Śniłem że otrzymałem pieśń
by udowodnić nią
że ani podłogi ani stropu
nie ma nasz wspólny dom
ni okien aby wyjrzeć stąd
ni luster by patrzeć w nie
ni pieśni o tym jak stąd wyjść
i śmierci także nie

Dziecko to jest twój ludzki sen
głęboko uśnij więc
daremny jest twój trud i znój
by z niego zbudzić się
Kocham początek twego snu
nad zielonymi łąkami
kocham słońce i każdy kamyk
i świat pomiędzy nimi

Za chwilę takiej rozmowy
o ledwo wstającym świcie
oddam to co przed tobą drży
bezkształtne dni mego życia
Nie wiem jak wiele jeszcze z nich
w spokoju mi upłynie
co pozostanie to ta pieśń
którą mnie obdarzyłeś

                                                     Montreal, 1978