Latawiec jest ofiarą

tłumaczenie Maciej Zembaty

Latawiec jest ofiarą, której możesz być pewien.
Kochasz go, ponieważ ciągnie na tyle
delikatnie, że czujesz się władcą,
i na tyle mocno, że czujesz się głupcem;
ponieważ prowadzi życie
wyszkolonego sokoła
w słodkim powietrzu tam w góra,
i zawsze go możesz ściągnąć w dół,
żeby go poskromić w szufladzie.

Latawiec jest rybą już schwytaną
w sadzawce, w której ryb nie ma,
więc bawisz się nim uważnie i długo,
mając nadzieję, że nie zrezygnuje
i że wiatr wiać nie przestanie.

Latawiec jest ostatnim twoim wierszem,
więc puszczasz go na wiatr,
lecz nie pozwalasz mu odlecieć,
dopóki ktoś nie znajdzie ci
czegoś innego do roboty.

Latawiec jest umową chwały,
którą trzeba zawrzeć ze słońcem,
więc zaprzyjaźnij się z polem,
rzeką i wiatrem,
a potem módl się przez całą zimną noc,
pod wędrującym bezprzewodowym księżycem,
byś stał się cenny, liryczny i czysty.


Kwiaty, które zostawiłem w ziemi

tłumaczenie Maciej Zembaty

Kwiaty, które zostawiłem w ziemi,
których nie zbierałem dla ciebie,
dzisiaj je wszystkie odnoszę,
by rosły sobie wiecznie,
nie w wierszach, nie w marmurze,
lecz tam, gdzie upadły i zgniły.

I statki w swych wielkich dokach,
bohaterskie i przemijające,
którymi nie dowodziłem,
dzisiaj je wszystkie odnoszę,
po to by wiecznie pływały,
nie w pieśni ani w modelu,
lecz tam, gdzie tonęły zniszczone.

A dziecko, któremu stoję na ramionach,
którego tęsknoty oczyściłem,
publiczną, królewską dyscypliną,
dzisiaj przynoszę z powrotem,
żeby na zawsze osłabło,
nie w wyznaniu czy biografii,
lecz tam, gdzie rozkwitło rosnąc,
zabójcze i włochate.

To nie choroba mnie odciąga,
ciągnie do zdrady, wyrzeczenia:
to jest wielkie znużenie tobą.
Złoto, kość słoniowa, ciało, miłość,
Bóg, krew, księżyc -
Stałem się znawcą tej listy.

Moje ciało, kiedyś z chwałą za pan brat,
moje ciało stało się muzeum;
tę część zapamiętałem z powodu czyichś ust,
tę z powodu ręki,
tę wilgoci, tę upału.

Kto posiada coś, czego nie zrobił?
Nie mam nic wspólnego z twoim pięknem,
podobnie jak z końskimi grzywami
i wodospadami.
To moja ostatnia lista.
Oddycham pozbawiony oddechu
Kocham cię, kocham cię -
i pozwalam ci odejść na zawsze.


Piosenka na uspokojenie

tłumaczenie Maciej Zembaty

Opuść powieki
nad wodą
Połącz się z nocą
tak jak drzewa
pod którymi leżysz

Ile świerszczy
ile fal
raz po raz łagodnie
uderza o brzeg

Są tam gwiazdy
z innego widoku
i księżyc
by przeciągnąć morską trawę

Nikt nie wzywa świerszczy nadaremnie
w swoim czasie
w swoim czasie
Nikt nie nazwie cię próżniakiem
za to że umrzesz ze słońcem


Nie zostawia śladów tak jak mgła

tłumaczenie Maciej Zembaty

Na wzgórzu ciemnym i zielonym
Blizn żadnych nie zostawia mgła,
Więc i na tobie po mym ciele
Nie pozostanie żaden ślad.

Gdy wiatr spotka jastrzębia,
Cóż pozostaje - przy czym trwać?
Więc spotykamy się ze sobą,
Po to by pójść natychmiast spać.

Bez gwiazd lub bez księżyca
Niejedna cierpi noc,
I my będziemy cierpieć,
Gdy nas rozdzieli los.


Pod moimi dłońmi

tłumaczenie Maciej Zembaty

Pod moimi dłońmi
twoje małe piersi
są odchylającymi się brzuszkami
upadłych wróbli.

Gdziekolwiek się poruszasz
słyszę odgłosy zamykających się skrzydeł
upadających skrzydeł.

Odebrało mi mowę
ponieważ upadłaś obok mnie
ponieważ twoje rzęsy
są grzbietami małych kruchych zwierzątek.

Boję się czasu
Gdy twe usta
zaczną nazywać mnie myśliwym.

Kiedy mnie wołasz
by mi powiedzieć
że twoje ciało nie jest piękne
Chcę zwołać
oczy i ukryte usta
kamienia światła i wody
by świadczyły przeciw tobie.

Chcę żeby
ukorzyły się przed tobą
drżącym rymem twojej twarzy
z ich głębokich trumien.

Kiedy mnie przyzywasz
by mi powiedzieć
że twoje ciało nie jest piękne
chcę żeby moje ciało i ręce
były sadzawkami
w których przeglądałabyś się ze śmiechem.


Chcę objąć jakąś panią

tłumaczenie Maciej Zembaty

Chcę objąć jakąś panią,
Moja miłość daleko jest gdzieś,
Do jutra tutaj nie wróci
Dzisiaj nie było jej też.

Nie ma lepszego ciała
Niż to na kościach mej pani,
Wydaje się takie dalekie,
Gdy sam zupełnie zostałem:

Czy ona jest arcydziełem
W jakimś warownym mieście,
Które odwiedzają pielgrzymi
I które malują kopiści?

Niestety, nie mogę się udać
Do mojej miłości głębokiej
Ani spać przy niej zbyt blisko
Chcąc ją zachować przy sobie.

Lecz objąć chcę jakąś panią,
Bo ciało to słodycz i żar.
Marsz lodowatych szkieletów
Nocami u stóp moich trwa.


Piosenka

tłumaczenie Maciej Zembaty

Idąc do łóżka
prawie zapomniałem
o czterech białych fiołkach
które włożyłem do kieszonki
twojego zielonego swetra

i jak cię wtedy całowałem
a ty całowałaś mnie
zawstydzona jakbym nigdy
nie był twoim kochankiem


Nauczycielowi

 tłumaczenie Mirosław Dworniczak

Zraniony raz na zawsze odchodzi w ciszę.
Długotrwały ból mija i nie zostaje po nim pieśń.
Któż może stać obok ciebie tak blisko Edenu,
Gdy oślepiłeś oczy wszystkich wzniesionym wysoko
Ostrzem, które w drżenie wprawiło każdego baranka i syna?
A teraz cisza domu wariatów, gdzie
Cienie żyją w krokwiach jak
Zmęczone dniem nietoperze,
Aż do chwili gdy zakręcony umysł, sygnał radaru,
Skusi je do wyolbrzymienia do rozmiarów góry na białej kamiennej ścianie
Twojej maleńkiej bezsilności.
Jak mógłbym zostawić cię w takim domu?
Czyż nie ma już więcej świętych lub czarodziejów
Sławiących szlaki uczniami,
Nie ma już zła, które można by ogłuszyć uderzeniem
Wilgotnego, czerwonego języka?
Czy poznałeś Mesjasza w lustrze
I spocząłeś, bo w końcu nadszedł?
Pozwól, że przy twym boku, Nauczycielu, zawołam o pomoc.
Wszedłem pod ten ciemny dach
Nieustraszony, jak uhonorowany syn
Wchodzi do domu ojca.


Credo

tłumaczenie Jerzy Menel

Chmara szarańczy
wyruszyła z miejsca, gdzie się kochaliśmy
i zakryła słońce.
Przez chwilę zastanawiałem się
jakie pola wkrótce pochłonie
i jaki to zniewolony naród
dzięki temu odzyska wolność.
Myślałem o zburzonych piramidach,
o Faraonie powieszonym za stopy,
o jego zbrukanym ciele –
Lecz przywołała mnie do siebie moja miłość,
abym dokończył to, com zaczął.

A potem legliśmy pośród
pęków zgniecionych paproci.
Chmara szarańczy przemknęła
pomiędzy nami a księżycem
przemierzając swą drogę w przeciwnym kierunku –
wypasione owady leciały ciężko i powoli,
a ich syty wzrok obojętnie mijał liście oraz paprocie,
na których odpoczywaliśmy.
W powietrzu wisiał zapach
spopielonych miast.

Zastępy nędzarzy
podnieconych natchnionymi obietnicami
minęły wkrótce nasze legowisko;
rozpędzeni tratowali
trawy i paprocie.
Przeniknęły mnie dwie myśli:
porzucić miłość
i wędrować wraz z nimi,
aby złączyć się z ich świętym dążeniem
lub ruszyć wraz z mą miłością
do miasta, które opuścili:
Ten wyniszczony świat
pełen krostami pokrytych ciał
i gnijących pól
w żaden sposób nie potrafiłby nas rozdzielić.

Nasze powszednie poranne pożądanie
najpierw poczęło domagać się mego ciała
i wkrótce mnie uzdrowiło.
Wiedziałem, że nie wolno mi było
zdradzić tej nikłej oazy, która nas połączyła,
choć ledwie na jedną chwilę.
Słodko jest tkwić
pomiędzy zrujnowanym domem niewoli,
a uświęconą Ziemią Obiecaną.
Chmara szarańczy
zrzuci z tronu niejednego jeszcze Faraona;
niewolnicy zbudują katedry,
które inni niewolnicy spalą.

Słodko jest usłyszeć
jak pod ziemią hałasują poczwarki
i dobrze jest pojąć,
że swymi gorliwymi, bądź też skromnymi stopami
kapłani zadeptują zieleń.


Piosenka poranna

tłumaczenie Maciej Zembaty

Miała sen, że przyszli lekarze
I ucięli jej nogi w kolanach.
To przyśniło się jej nad ranem
W nocy, kiedy spala obok mnie.

Lecz mnie nie było w tym śnie
Ani w krzyku amputowanej,
Powiedziała mi o tym nad ranem
W nocy, kiedy spała obok mnie.


Moja pani może spać

tłumaczenie Maciej Zembaty

Moja pani może spać
Na chusteczce do nosa
Albo jeżeli jest jesień
Na liściu co spadnie z drzewa.

Widziałem już myśliwych
Klęczących u rąbka jej sukni -
Ale nawet we śnie
Ona odwraca się od nich.

Cóż mogą jej ofiarować
Zaledwie żal w stanie czystym -
Ja wywróciłem kieszenie
Szukając chusteczki lub liści.


Podróż

tłumaczenie Maciej Zembaty

Często myślałem kochając ciebie, ciało przy ciele,
Żeby się wybrać ot tak bez grosza do tronu z błota
Gdzie mistrz mógłby mnie nauczyć planować wiele:
Życia bez bólu oraz miłości w pojedynkę
W uścisku bez siniaków jak kamień i jeziora.

Zabłąkany w polach twoich włosów nigdy nie zabłądziłem
Na tyle, żeby zgubić drogę, którą musiałem iść;
Pozbawiony oddechu obok twego ciała, nie mogłem wyartykułować
Woli, która zabroni podpisania ślubnego kontraktu
Lub zobowiązania, i często, kiedy śpisz,
Patrzę zdumiony na to, co jest poza twym pięknem.

Dziś
Wiem, czemu tylu mężczyzn zatrzymuje się i łka
W połowie drogi między miłościami, by odejść i szukać,
I wątpię, by podróż doprowadziła ich dokądkolwiek -
Horyzonty utrzymują miękką linię twego policzka,
Wietrzne niebo jest medalionem dla twych włosów.


Piosenka dla Abrahama Kleina

tłumaczenie Maciej Zembaty

Zmęczony psalmista przerwał,
Instrument położył u boku.
Odprawiony został Sabat
I Narzeczona Sabatu.

Stół został zrujnowany,
Świece znów zimne i czarne.
Chleb, który opiewał tak pięknie,
Bezkształtną pokrył się pleśnią.

Odwrócił się do swojej lutni,
Drżącej wśród nocy nad ranem.
Pomyślał, że nie zna muzyki,
Która poranek naprawi.

Porzucone zostało Prawo,
I porzucony Król.
Nieświadomy wziął swój instrument.
Miał zwyczaj śpiewać tu.

Zaśpiewał i nic się nie stało,
Choć wielu słyszało pieśń tą.
Lecz wkrótce twarz mu wypiękniała
I wkrótce odzyskał swą moc.


Izajasz
dla G.C.S.

tłumaczenie Maciej Zembaty

Pomiędzy wonnymi górami
miasta rozrzucają perłowe kopuły i filigranowe spirale.
Nigdy przedtem Jerozolima nie była tak piękna.
           Ilu pielgrzymów w rzeźbionej świątyni,
zbłąkanych w miarach bębenka i liry,
uklękło przed chwałą rytuału
           Kształcone w gracji córy Syjonu poruszały się
nie mniej wspaniale niż złote posągi,
śmiałość ozdób na ich pachnących stopach.
           Rząd wykańczał się w pałacach.
Sędziowie, spasieni kosmopolici, zawdzięczający
swoje majątki prawu, chwalili rozum.
Handel kwitł na ulicach
            jak silny dziki ogród.
Monety były jasne, ich brzegi szlachetne,
nowe wyglądały niemal jak mokre

Dlaczego Izajasz wpadł w szał i zapłakał,
Jeruzalem legło w gruzach,
            a wasze miasta stanęły w ogniu?

Na pachnących wzgórzach Gilboa,
czy pasterze byli kiedyś spokojniejsi,
owce tłustsze, biała wełna bielsza?
            Rosły tam figowce, cedry, sady,
a człowiek pracował w znoju cały dzień.
Nowe kopalnie świeże jak jabłka granatu.
            Zbójcy opuścili wszystkie drogi,
            które wreszcie stały się bezpieczne
            Nastąpiły pszeniczne lata, koniec głodu.
            Wrogowie? Czy ktoś słyszał o sprawiedliwym państwie,
            które nie miałoby wrogów,
lecz młodzi byli silni, łucznicy przemyślni,
            ich strzały niezawodne.

Dlaczego więc ten głupiec Izajasz,
sam pachnący lekko dzikością,
dlaczego zakrzyknął:
            Wasz kraj jest nieszczęsny?

Zaśpiewam teraz mojej ukochanej
pieśń dla mojej ukochanej, dotykając
czarnego metalu jej włosów,
            i żaden zbuntowany książe
nie zniszczy mojej ukochanej dotykając jej ciała,
            i żaden fałszywy krzywoprzysięzca
nie przekupi mojej ukochanej dotykając jej umysłu,
            i żaden niewierny doradca nie zapali
mojej ukochanej dotykając gór przypraw,
tak, że staną się piękne, zamiast spłonąć

Oto Izajasz, pogrążony w miłości nie do zniesienia,
wędruje wybrany potykając się
o rzeźbione ściany, które w jego uścisku
pochłaniają swój cały wiek i obracają się w proch,
gdy przechodzi. Zatacza się
             w opadającym pyle ze spirali i kopuł,
zamierający rytuał: Święte Imię, niewypowiedziane
przepadało na języku kantora; jałowe stronice,
kongregacje przymykają oczy, umierające i głuche.
             W dalszym ciągu swej podróży
śpi pod ciężkimi drzewami,
doświadczony w obracaniu w popiół i perzynę;
             całe sady unoszą się na wietrze
jak podrywające się stada kruków.
             Kamienie wracają do wody, woda leży odłogiem.
I kiedy Izajasz wydaje cichy pomruk,
by uratować potępiony kraj,
             wszyscy ludzie naprawdę opuszczeni i samotni
jakby byli świadkami cudu
podziwiają nawzajem piękno swoich twarzy.